poniedziałek, 26 grudnia 2011

po

czy można napisać coś o świętach? czy w świętach może się coś dziać? Może. Ale niemożna. Bo to się nigdy nie przydarza mi. Mi się nie przydarza w święta NIC. I może i dobrze. Chyba że jest wigilijny wieczór, a ja siedzę i rozkminiam co znaczy sms z życzeniami. Czy to znaczy, że ktoś miał za dużo darmowych, że ktoś wysyłał do znajomych akurat i stwierdził że nie zaszkodzi i do mnie wysłać, czy że myślał o mnie właśnie w ten dzień, który jak dla mnie jest ostatnim dniem do myślenia o kimś kto nie jest częścią rodziny. Zwłaszcza jeśli się do kogoś nie odzywasz zazwyczaj, a odzywałeś tylko kiedyś przez bardzo krótko. Tak czy inaczej z racji że świąteczny czas czasem pojednania jest, nieważne. I tylko te zarąbiste pytania, od KAŻDEJ jednej osobie, która wie że studiuję w Dęblinie, czy fajne chłopaki i czy już sobie jakiegoś upatrzyłam. Odpowiedź oficjalna i niezmienna: większość chłopaków na wsospie nie jest fajna, jest zadufana w sobie, zarozumiała, ma wydumane ego i uważa że wszystko im się należy. A ta pozostała część jest totalnie aseksualna. Temat wyczerpany, dziękuję. Aha no i mądrość mamy przed Sylwestrem: "tylko się w jakimś z Wrocławia nie zakochaj..." Thx Mum, love you too:*

czwartek, 22 grudnia 2011

coraz bliżej

potrafi być ładnie. Jak spadnie śnieg i jak się czuje wielki powrót do domu i jak podróż jest przyjemna;) i jak się ogląda Love Actually z lubelskimi ludźmi. I święta już są, tak myślę;)

niedziela, 18 grudnia 2011

prawie świąteczny nastrój



Bo próbujemy poczuć święta, mimo braku śniegu! I nawet trafiłam dziś na Chrismukkahowy odcinek  the OC! I mam lampki w pokoju i nałogowo oglądam Love actually i słucham soundtracka. I Moja Ulubiona Przyjaciółka mnie odwiedziła <3 
I to nic, że  jak niektórzy napiszą smsa to krew się burzy i nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, a jak Mama zadzwoni to raczej płakać i chyba mam jutro pisać 3 kolosy z fizyki i się boję...
Cieszę się z małych rzeczy. Z basenu, dobrze rozwiązanego zadania, tostów...
staram się żyć cieszeniem się z małych rzeczy, bo te duże mnie przygniatają. 

niedziela, 11 grudnia 2011

nic nie obiecuj mi...i nie przeszkadzaj mi bo tańczę!!!


także singiel Much w normalnej wersji do odsłuchu w końcu na youtube, i w końcu można przykatować. A ja kupuję reedycję Terroromansu i mam adres Tomasza;> który się zgłosił z mucho-busem do Pimp my ride i mi będzie smutno, że już nie będzie samochodu dostawczego niczym z piekarni pod Chatką Żaka! I przyznaję, że ostatnio pomyślałam i nawet 2 osobom powiedziałam, że już nie kocham Much i poza tym nie są fajni bo mają 11tys fanów na facebooku i że wolę the Lollipops, Out of Tune a najbardziej to Crab Invasion. Kłamałam! Nigdy ich nie przestanę kochać, nawet jak mnie jeszcze 500 razy w ch.ja przytną!
No bo nawet, jaki inny zespół się tak zgrywa twórczością z moim nastrojem/sytuajcą? Oczywiście może przesadzam, ale tak przed chwilą stwierdziłam, że jak zaczęłam ich słuchać i mieli w dorobku tylko Terroromans to ja bez kitu byłam na etapie 21 dni/zakochuję się w tramwajach, zakochuję się na mieście/wszystko co mówiłem że Cię kocham to kłamałem. A jak wyszli notoryczni to ja też byłam notorycznym debiutantem i ogólnie przez większość tego czasu "to czego pragniesz i wszystko co masz to jedno i to samo", no i teraz, że nic tak nie pasuje do tego co u mnie, jak ten nowy kawałek... i się domyślam, że to musi strasznie brzmieć, ja sama na to z przymrużeniem oka patrzę, ale coś w tym jest!
koniec spamu, pozdrownienia;)

sobota, 10 grudnia 2011

nie fajnie jej z tym, nie pytaj czy jej fajnie


Jak również że stąpamy po niepewnym gruncie, czasem nawet jest z tym dobrze, wstyd o tym głośno mówić.
Ale przywykam. Gorzej że się wszystko inne komplikuje, jak np uczelniane rzeczy i coraz marniej widzę moją przyszłość, tzn wiem że przebrnę ale nie widzę swojej przyszłości, chyba że będę nawigatorem jak R2D2 :D
ROCK*MANN rządzi, najbardziej wciągająca książka od jakiegoś czasu! I mam tyle książek i filmów, które muszę poznać, a zamiast tego siedzę przed kompem, zamulam lub oglądam seriale.I nawet nie powiem, że to zmienię, bo nie wierzę.
Donnie Darko absolutnie forever i nie powstało nic lepszego nigdy.

-Why do you wear that stupid bunny suit?
-Why are you wearing that stupid man suit? 
i bycie w domu czasem <3

sobota, 3 grudnia 2011

no expectations-no disappointmets

jako motto życiowe.
i jeszcze:

ale, hej przecież wcale nie jest źle! mimo że imprezę urodzinową przypłaciłam zdrowiem, ale była prawdziwa prywatka z gramofonem i częścią najlepszych ludzi na świecie! 
oraz 13kg marchwi, Miś Hipis i wiele innych mniej lub bardziej trafionych prezentów <3

a to, że moja podświadomość lubi, jak wszystko jest nie tak, i muszę zawsze chcieć tylko tego, czego nie mogę i nie powinnam, to inna bajka, ale nieważne!

Mam ochotę oglądać pięć filmów dziennie, ale ciężko mi się zebrać żeby obejrzeć cokolwiek...

środa, 23 listopada 2011

adv

Ktoś kto czyta mojego bloga, powiedział że piszę bez sensu i ciągle o tym jak mi jest źle na tym świecie. Wstyd mi. Oczywiście nikt nie musi czytać, ale i tak się postaram poprawić. Po prostu jak jestem szczęśliwa czasem, to nie jestem w stanie pisać ;]

kot brzuch mi grzeje

nigdy więcej! nie lubimy Dęblina i nie lubimy Papa Du. Nie lubimy jak planujemy spotkanie z kimś, potem zamiast tego zamulamy z nudów, potem idziemy na  jedno piwo, a to się nigdy tak nie kończy i następnego dnia o 19 nadal jest nam niedobrze, nie wspominając o tym co było wcześniej.
a obowiązek rozmowy, który nade mną wisi, powisi jeszcze tydzień...
i ja się boję tej uczelni, śmiejcie się ze mnie ale ja się boję i zamiast się uczyć piszę o tym jak bardzo się boję.
i to uczucie gdy, wchodzisz na facebooka, żeby znaleźć grupę z LekkoStronniczego, a ktoś Cię dodaje do znajomych i ma nazwę tej grupy w ulubionych cytatach. Oraz ma fajny gust muzyczny. I jest prawie chłopakiem twojej współlokatorki...

ale lubimy Pawła, Mitsiego i Teksasa i naszą zapiekankę serowo-brokułową tudzież kanapki z kremusiem i popcorn oraz let it snow i mieć urodziny za tydzień (;

poniedziałek, 21 listopada 2011

nie bój się być dziewczynką, która bardzo chce

a jak jest już taka totalna masakra i całkiem mokra poduszka i budzisz się trzy razy w nocy i zalogowanie się na facebooka wiąże się z wybuchem płaczu, to dobrze jest dostać w mailu od brata obrazek:

i on jest naprawdę jedynym mężczyzną, którego warto kochać!

a tak to chyba osiągnę dziś apogeum dołowania, takie z lodami, popcornem i Love Actually (w końcu!) to może dalej będzie już tylko lepiej?

piątek, 18 listopada 2011

domowo

i jestem pełna podziwu dla mojej Mamy i tego, jakie dla niej to wszystko jest proste, bo może zwyczajnie jemu nie smakował piernik...


a w niedzielę wieczorem będzie Indios Bravos i cudowny pan Gutek w Lublinie, a ja? Ja będę płakać pokonując   tych beznadziejnych 70 kilometrów...
a dziś Muzyka Końca Lata i Maki i Chłopaki a i tak siedzę w domu, ale nieważne, w końcu poniedziałek byłam na Rh+ ...taa...pozostawię to bez komentarza.

I tylko nie wiem czy mi starczy sił, 
Bo serce mam ze szkła i jak nic w każdej z chwil,
Może zmienić się w pył.


bo wróciłam do domu to i do zamulastych nut wracam, a co!

środa, 16 listopada 2011

how i met your słoneczniki

mądry kalendarz Hanki z mądrymi myślami mądrego pana Coelho powiedział mi dziś:
"Dwa największe błędy strategiczne to pochopne działanie i przepuszczenie okazji. "



a ja mu chciałam powiedzieć: leave me alone!
wiecie co jest złe? jak trzeba wyjść z domu, albo jak jest zamuła dzień ze trzy razy w tygodniu.

2dni i Lublin W KOŃCU!!

być może mogę być niezrównoważona trochę.


czwartek, 10 listopada 2011

ze zdjęciem


if you want a romance, read a book!

na procent sto.
ale mieć kogoś do pobicia się na poduszki z jest fajnie, ale to wszystko.
i weekend w Dęblinie -.-
ale naleśniki z Kremusiem i Magda M i o.
Frontside w Warszawie jutro?

czwartek, 3 listopada 2011

nie mam kiedy zmienić layoutu

znów Lublin, na niecały dzień, potem LJA i z powrotem smutne jak pi*da miasto, w którym wegetuję, przestałam wychodzić, pić i imprezować i troszkę tego miejsca nienawidzę, chociaż nie mam powodu. I dzięki niemu mogę docenić mój dom i Lublin, który zresztą zawsze doceniałam i kochałam. A w planach w końcu zobaczenie Wrocławia!
A poza tym, odkryłam na nowo i doświadczyłam i doświadczam stale, soupowej prawdy: READING IS AWESOME. (żeby nie powiedzieć for awesome people). I na serio, nic tak nie odrywa od zamulania i niepotrzebnego rozkminiania jak dobra książka (i żaden serial ani film nie może się równać z dobrą książką!)
A na koniec piosenka, niedoceniana w ogóle, a do mnie bardzo przemawia i jest taka prawdziwa i czuję się taka malutka, a żeby się dowiedzieć dlaczego trzeba przesłuchać:

sobota, 29 października 2011

zadyszka & the lollipops !

bo słucham w kółko dwóch płyt i jest fajnie!
i jest fajne seaside neon love i : "even if we die tonight, oh baby red mustang is great for the ride"
i takie tam nie...lubię być w domu i lubię się widzieć z Charliem i się nie widzieć z niektórymi. I jestem jak to się kiedyś mówiło wewnętrznie zwichłana, ale nie zamulam! o! i kiedyś się poukładam...
i nie pamiętam co tam jeszcze, Budweiser w Lidlu za 2,70 lajk tygodnia! (mimo że jest już od kilku podobano)

piątek, 28 października 2011

powroty :3

"Friends with benefits" (;

Przepraszam, że bywam szczęśliwa czasem, że miewam piękne chwile w życiu. I mam za co.
Nadejdzie kiedyś tydzień, w którym nie pójdę do Papa Du!
Znów 4 dni wolnego, a potem dwa trzydniowe weekendy:)
a Johnnie Walker <3

wtorek, 25 października 2011

poniedziałek, 24 października 2011

lublińskie

myślałam że będzie zajebiście, bo zakupy i żeberka i jeden wieczór z niemieckim piwem, drugi z różowym winem i sport i jadłostacja...i że nie będzie już zamulania i że mnie Lublin wyleczy.

ale miałam za dużo czasu na grzebanie na facebooku.
i takie dzięki
że mnie ktoś kolejny raz w ch. przyciął i jeszcze mi wyrzuty robił i mnie sumienie gryzło i ja się zastanawiałam co zrobiłam źle...
jeb się Dęblinie

piątek, 21 października 2011

drivealone

I już się modlę, do spadających gwiazd...

Otrząśnięto nas i się otrząsnęłam i ja, ale chyba trochę za późno, a zresztą zobaczymy bo jeśli przeżyję najbliższe dwa tygodnie to wszystko przeżyję. I to miłe, że tylko 3 dni w tym czasie spędzę w Dęblinie, smutnym mieście, w którym zamulam.

I teraz 4 dni w domu;D

poniedziałek, 17 października 2011

nie wiem dlaczego pisze w liczbie mnogiej

i faktycznie, że nic nie piszę, ale już piszę i może mi się uda częściej.

Lubimy czwartki w smiesznym Papa Du, zwanym najgorszym miejscem na świecie.
I lubimy się zakochiwać co tydzień i lubimy miec mało zajęć i luzy i wcześnie kończyć.
I jak Paweł przywozi żurek a ja mie musze sobie gotować tylko jem u chłopaków (;

W Warszawie dziewczyny nie nosza spodni, ale jest fajnie. Stopem można dojechać w 2,5 godziny z Dęblina lotniska i to jest fajne, jeszcze Wisła i pan grajek na Nowym Świecie i zapieksy i Karol i jego mieszkanie. I zespół Żelazna Brama.

Lubimy jak wracamy po weekendzie i ktoś nas odwiedza z naszym ulubionym Fresco różowym (;

I przycieszamy na myśl o jutrzejszej kawie i stresujem sie nią, hohoho :o

I tęsknimy za Lublinem, będziemy tam za 4 dni;*

czwartek, 22 września 2011

ciężko jest spać wcześnie

nie lubię jak w środku nocy mam nagle taką cholerną ochotę na kotleta mielonego! (na przykład)
lubię nocne rozmowy i lubię rozmawiać z wstawionymi ludźmi, w nadziei że powiedzą mi coś, czego normalnie by mi nie powiedzieli, chociaż to podłe z mojej strony;)

mądrość pani doktor endokrynolog na dziś: na trądzik to najlepsze są pigułki antykoncepcyjne!
i gratulacje dla niej.

ciekawe, ile jeszcze osób zacznie słuchać Much przeze mnie, albo założy soupa :P i ktoś mi powinien płacić za to!

środa, 21 września 2011

iris kontynuacja

’cause sooner or later it’s over
I just don’t want to miss you tonight

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d understand
When everything’s made to be broken
I just want you to know who I am 


Wszystko.

wtorek, 20 września 2011

jest wtorek

Kazimierz na plus, bardzo i stop daję radę, ciekawe czy da radę do Krakowa hmm, o ile dojdzie do tego...

"Jeszcze co do "zapachu wrzątku" to "Wyjedziemy gdzieś za miasto, odwrócimy się plecami, będziemy się poznawać(...)" ;D"
bardzo hehe

znów mam tak, że weszłam, bo chciałam coś tu napisać i nie pamiętam co! ale na pewno to:
i że ktoś jest łał, że to dodał na fb akurat tego dnia kiedy z kimś całkiem innym rozmawialiśmy o tej piosence...

i czekamy co przyniesie póżniej.



niedziela, 18 września 2011

z cyklu wieczory pod lampą

jestem przestępcą: wsiadłam do autobusu jedząc loda!

Ale nie o tym, tylko o tym, że znów się zaczyna wieczorne zamulanie i co gorsze fajne jest ono, podoba mi się. A to wszystko takie śmieszne i to jak bardzo nie wiem czego chcę i że to piszę publicznie oO

ciekawe jak pojedziemy stopem do Kazimierza w deszczu, no naprawdę...

sobota, 17 września 2011

kocham lazanie bardziej niż kogokolwiek innego

chciałabym coś napisać nt filmu "FROM HELL", ale biorąc pod uwagę to, że oglądany był na seansie, to zapamiętałam, głównie że "na co kurwie guziki?" i że gała za pensa...


oraz straszne rozkminianie i mentalne przygotowania do mini tripa stopem do Kazimierza;]

piątek, 16 września 2011

polecam: kino w browarze, trochę późno ale lepiej niż wcale. Chociaż bez koca i grzańca bym tam nie przeżyła.
nie polecam filmu: Che.Boliwia, mnie zawsze interesowały te klimaty, ale ten film był taaak nudny, że nawet ja nie dawałam rady, a przecież lubię nawet dokumentalne filmy i o różnych rzeczach, które mnie wcale nie interesują..
podaję przepis na rozgrzanie: kołdra+laptop+herbata+magic starsy! Co prawda nieskuteczny, ale jakże przyjemny:D
i same ciekawe plany!

środa, 14 września 2011

bo to miasto jest nasze i nie może być inaczej!

czy muszę mieszkać w "dużym mieście", w którym nie ma tk-maxxa?
czy muszę mieszkać w "dużym mieście", w którym nie ma promocji jutro, że bilety do cinema za 11zł?
czy muszę mieszkać w "dużym mieście" gdzie są dwa kina, a właściwie półtorej?
i oczywiście musiałam pójść na studia do jeszcze mniejszego miasta:D gdzie jest jedno kino, nie ma cinema, o tk-maxxie nie wspominając, nie ma mc donalda, delimy i empiku i dlatego tam nie przeżyję!



a poza tym, dlaczego tak się dzieje jak się teraz dzieje i chodzę ciagle zarumieniona? (;

i kino w browarze jutro? <tak bardzo się rumieni>

niedziela, 11 września 2011

pojeziorne


słuchać tego w adasiowo-tadeuszowym gitarowo-wokalnym wydaniu w środku nocy, w środku lasu, chillując na polance :3
jezioro we wrześniu jest świetne i w ogóle wszystko mi ostatnio jakoś dobrze wygląda. I wszystko się udaje i jest takie bardziej, a problemy nie są moje...
prawie.

niedziela, 4 września 2011

niebo bez chmur

pozbawiłam się sensu życia, a i tak jestem szczęśliwa. I zarozumiała, uważam że mam w tym momencie wszystko. I niebo jest różowe, a światło się robi wczesnojesienne. I nie poszłam we wrześniu do szkoły oO
A w zbiorze zadań z matmy do 2 klasy znalazłam pocztówkę z Łucka, paragon na tymbarka i kartkówkę z 2+ i niemalże łezka się w oku kręci;)
i nie pamiętam co jeszcze...

na pierwszy rzut oka, nie widać ze cię kocham!

piątek, 2 września 2011

nie ma mnie nad Zagłęboczem

i szkoda.

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie...
I czuje się sponsorem, kupiłam chipsy żeby chłopaki posiedzieli ze mną na dworze.

Tytus i Tymon: link1, cienko. Fajna reklama książek i to wszystko, serial z tego denny jak nieszczęście. A szkoda, bo fajne chłopaki i kręcić umieją, ale jednak lepiej wypadają w Lekko Stronniczym link2

A dziś Lublin uderza na Bloom&Luxtorpeda, szaaał oO

środa, 31 sierpnia 2011

tost nr 39

"Amator"! Bo watro było dać Kieślowskiemu jeszcze jedną szansę, być może kiedyś dam też drugą szansę Trzem kolorom. Ale mnie wgniotło. Dobrze zagrany, świetny scenariusz, porządnie zrobiony, ciekawy temat i Polska Ludowa. Lepiej być prawie nie mogło.

A hejt dnia: lody Kitkat. Bo są małe, niedobre i niewygodnie się je, nie polecam!

sobota, 27 sierpnia 2011

wszyscy się uśmiechacie jak psychopaci

"it never rains, it pours" i ja wiedziałam, że to się kiedyś okaże prawdą, bo zbyt mądra osoba mi to powiedziała.

i jakie załamanie nad sobą, kiedy sobie uświadamiam, że moje ulubione zdanie to: Mam coś dla Ciebie.

a ponieważ boję się innych używek to przedawkuję dziś orzeszki ziemne!



erszoł,erszoł :3


piątek, 19 sierpnia 2011

kambek

1. Arizona Dream.
A najbardziej, żeby mi ktoś powiedział że możemy tu i teraz, nie potrzebujemy nawet drzwi-możemy wyjść oknem! I to nie musi być Johny Depp.

2. Drugi dzień w kiosku i jest całkiem miło. Zwłaszcza rano jak otwieram a miasto się dopiero budzi i jest tak uroczo i mogę sobie czytać wszystko i ogólnie kiosk pt Aleje Racławickie 1 zaprasza:)

3. Lajk dnia: drożdżówka z malinami! Z Delimy, polecam, ja się zakochałam, w samym już pomyśle, chciałabym uściskać tego, kto na to wpadł

4. Czuję się dziwnie, ale chyba mam taką jakąś potrzebę blogowania, to się nie będę hamować szczególnie

5. Ja nie umiem wyglądać na wesele ;o

wtorek, 26 lipca 2011

ostatni dzień!

jak mi dziwnie jest być ostatni dzień w Edin! Wiem że dużo narzekałam, ale będzie mi się tęskniło za tymi budynkami, trawnikami, parkami, za rzeką, za fontanną w Princess Garden, za Portobello, za Co-operativem, tostami, cidrem i takimi tam no...Jak to dobrze, że wszyscy ludzie, jakich spotkałam mnie zrobili w ch. przynajmniej za żadnym z nich nie będę tęsknić;) ale jak powiedział człowiek, którego mi nie wypada cytować od jakichś 4 lat: Nobody dies a virgin... Life fucks us all

sobota, 23 lipca 2011

Łiiii !

"WYLOT
z Edynburg (EDI) do Łódź (LCJ)
Wed, 27Jul11 lot FR6614 wylot EDI o 17:15 i przylot LCJ o 20:45"


hhihihihi:D

piątek, 22 lipca 2011

ti

prawie codziennie wylewam na siebie herbatę i nadal prawie codziennie wpadam na pomysły stawiania sobie kubka na brzuchu albo na łóżku i dolania 3 kropli wody mineralnej z dwulitrowej butelki. Jestem herbatorozlewczym geniuszem! Nikt nie wymyśliłby tylu sposobów na oblanie siebie i łóżka herbatą co ja, daję dychę!:)

a na telefon czekamy...

czwartek, 21 lipca 2011

dżob?

zapominam żeby tu pisać. Rozniosłam wczoraj miliard CV na starym mieście i się umówiłam na training na dziś i myślałam (o ja głupia), że dziś będę w końcu wiedzieć, czy zostaję tu czy wracam do domku. Ale mi po tym jakże miłym trainingu nie powiedzieli, czy mnie zatrudniają, tylko że oddzwonią. Czyli pewnie nie? Ale mogliby wyrażać się jaśniej? A było fajnie i włoska restauracja i miłe dziewczyny i fajne chłopaki w kuchni i dostałam carbonarę i sok na koniec :3 i byłabym tam kelnerką od napoi, podobało by mi się...

i mi się wczoraj przypomniało coś co chciałabym jeszcze raz i mi się tęskni tak głupio i takie tam Bigasowe zamotki, których nie ma komu wypłakać...

poniedziałek, 18 lipca 2011

poniedziałek

jestem głodna! cały czas
i nie lubię jak mi ktoś nie odpisuje na smsy, chyba nic mnie bardziej nie denerwuje
no, może jak ktoś nie dzwoni w sprawie pracy, ale to już przywykłam

sobota, 16 lipca 2011

załamka nr 5000

Mam wyrzuty sumienia, jak zaczynam pisać, bo wiem że niektórzy będą musieli to przeczytać...
Jestem w pułapce! Nie mam co tu robić, nie mam po co wracać. Mój plan dnia (każdego jednego) jest bardzo napięty: wstać, przeżyć, iść spać. Od rana czekam na obiad, od obiadu czekam nocy. Jest tu co robić, ale po półtorej miesiąca masz dosyć darmowych atrakcji, albo ja narzekam. Nie chcą mnie w absolutnie żadnej pracy i wcale nie dlatego że się nie staram. No może dziś...

wtorek, 12 lipca 2011

8)

lubię jak jest tak jak w filmach, tylko boję się co dalej. A wczoraj było jak w filmie i Edynburg jest Miastem Doznań!
i lubię zakupy na wyprzedażach i się ładować dobrym jedzeniem i muzyką i słońcem...
i uświadomiłam sobie, że w pewnym sensie nigdzie nie będzie mi jak tu.
zobaczymy zresztą, mission impossible jeszcze 3 dni :P

poniedziałek, 11 lipca 2011




cześć, jestem Natalia, mam maturę i jestem sprzątaczką (;
chyba, napisali mi smsa wczoraj z firmy, w której byłam ponad tydzień temu na trainingu, żeby przyjść dziś, ale dziś znów miałam tylko 2 godziny i nie wiem o co im chodzi, bo reszta dziewczyn poszła robić inne miejsca, a mi kazali iść do domu. I superwajzorka jest niewyżyta, chociaż i tak była milsza niż poprzednio. I się zakochałam i chcę tą pracę tylko po to żeby widywać obiekt moich westchnień, jest idealna, to już trzecia cool dziewczyna jaką widziałam w życiu! I szukam pracy już tylko do końca tygodnia i Mamusia przesyła pieniążki na bilet <3

poniedziałek, 4 lipca 2011

po trochę przerwie

bo nic tu nie pisałam ostatnio, bo przyjechała Agata i nie zamulam już przed kompem tak dużo jak do tej pory, a poza tym nic się nie zmieniło, a o korbiących banię wydarzeniach wie kto ma wiedzieć... I nie wiem czy mam jeszcze moją pracę w Omar Khayyan...I czekam na wojtkową opcję pracy w hotelu, rozniosę jeszcze trochę CV tam gdzie już roznosiłam i wracam!
A już od tygodnia jest tak ładnie i słonecznie, a wczorajsze Portobello <3 chociaż nie jest nawet tak fajne jak polskie nadbałtyckie plaże, to byłam w szoku że coś takiego tu i następnym razem to tylko z kostiumem kąpielowym! I zachęcam do obejrzenia nowych zdjęć TU
i podoba mi się tu, zwłaszcza jak mamy swojską kiełbasę, ale nawet ona kiedyś się skończy...

wtorek, 28 czerwca 2011

poniedziałek, 27 czerwca 2011

czwarty poniedziałek

lekarstwo na deszcz: nutella, koc, soup i Muminki :3

albo będę miała robotę w hotelu na dniach, albo wracam;)

sobota, 25 czerwca 2011

bilans

ciastka z malinami, białą czekoladą i pistacjami na plus
miasto też na plus
praca na minus

chcę wracać

czwartek, 23 czerwca 2011

wszystko ch...

zupełnie się nie zgadzam, żeby działo się tak, jak się dzieje. Niech ktoś odwróci ten świat, potrząśnie nim, cokolwiek! niech ktoś cofnie czas, albo zablokuje mi myślenie...

wtorek, 21 czerwca 2011

dzień, w którym ZNÓW zamulam

Ulice ślinią się, przed momentem spadł deszcz
Warto się przejechać chociaż nie ma, nie ma gdzie



I dlatego tak lubię T.Love ostatnio! I nadal szukam i nadal nie znajduję i nie wiem co ze sobą zrobić i pogoda mnie dobija i staram się znaleźć pozytywne strony, ja naprawdę się staram myśleć pozytywnie!


Dzień dobry maleńka, jak Ci na imię? Zgubiłaś się w tym tłumie...








A Lublin nie wygrał, bo mnie tam nie było :( 

sobota, 18 czerwca 2011

kolejny

dzień, w którym się wiele nie zdarzyło. I byłam w pracy tylko przez 2 godziny. Ale dostałam jedzenie na wynos! Ale nie było dobre, tzn takie przeciętnie dobre. Jakieś kokosowe curry z kurczaka z pitą. I zaczynam się dogadywać z chłopakami w pracy. I właściwie nie jest mi tam tak źle, tylko mało godzin...I pada dziś cały dzień, a Vintage Shop najpierw się ogłasza, że poszukują kogoś do pracy, a potem mówią że wcale nie o_O
ale są tacy ludzie, którzy ze mną rozmawiają i mnie wspierają i dzięki którym wiem, że wszystko ma sens i że mam gdzie wracać i to mi dodaje sił!

piątek, 17 czerwca 2011

ciąg dalszy

...tegoż samego dnia stwierdziłam, że nie lubię mojej pracy w Omar Cośtam, bo nikt mi tam nie zrobił jakiegoś przeszkolenia, ani nic, a poza tym nie mam tam co robić, myję szklanki, czasem nalewam piwo/colę, czasem zanoszę coś do stolików, zwykle mylę stoliki...Plus muszę nosić wiszącą na mnie czerwoną koszulkę polo, jak z Mc Donalda i wcale nie mam ładnego fartuszka, tylko taki o.  Poza tym dziś byłam tylko trzy godziny. Poza tym nie rozumiem co oni mówią, moi koledzy z pracy. Poza tym nie dostaję tam nic do jedzenia. Poza tym nie wiem ile zarabiam. Poza tym cały czas leci muzyka jak z bollywoodu i potem mi chodzi po głowie. Ale i tak to moja jedyna praca, więc muszę ją szanować i się z niej cieszyć...I szukać innej!

dzień, w którym stwierdziłam

...że jak do następnego piątku nie będę miała pracy na 40 godzin tygodniowo, to wracam.

czwartek, 16 czerwca 2011

dzień, w którym poszłam do nowej pracy

...w dużej restauracji Indyjskiej, dostałam pracę na 3 wieczory w tygodniu. Chyba będę stała na barze, dziś głównie myłam szklanki, parę razy nalewałam cole lub piwo. Ogólnie mam wrażenie, że kolejna praca na trochę, ale może będzie ok. Moi koledzy to sami hindusi, śmieszna sprawa, to że musiałam coś rozkminić, żeby ich zapamiętać, bo z nimi trochę tak jak z chińczykami, nie żebym była rasistką, ale dla mnie oni wszyscy wyglądają tak samo. Więc stwierdziłam, że będę im nadawać przezwiska, które mi pomogą jakoś ich skojarzyć. I tak pracuję z Wołem, Europejczykiem, Karakanem, Małpeczką, Aramazdem i Niggą. Potem wystarczy tylko skojarzyć imię z pseudonimem i łatwo zapamiętać! Ale ogólnie praca za barem i patrzenie na nalewanie chłodnych napojów, dodawanie lodu i limonki lub pomarańczy sprawiła że mało nie oszalałam z pragnienia, a po wyjściu prawie że pobiegłam do sklepu nocnego i się rzuciłam na lodówkę i kupiłam colę, colę wiśniową i piwo imbirowe. Chyba rację miał ten, który mówił, że lepiej nie publikować bloga, bo potem się niektóre rzeczy, które chce zapisać uznaje za błahe i się pisze nudne rzeczy. Ale nie ważne, kończę moje piwo (bezalkoholowe btw), oglądam 58 odcinek Przyjaciół i idę spać;)

środa, 15 czerwca 2011

dzień, w którym mi się nie chciało

...kompletnie nic robić, tzn z rana jeszcze były plany, że zrobię pranie i poodkurzam pokój, ale że ktoś używał pralki, to plany legły w gruzach. Ale potem poszłam do centrum i spacerowałam sobie i się obijałam, zamiast szukać pracy, bo już nie wiem gdzie i bo liczę że mi się uda jutro...I znów zwiedzałam sklepy na Victoria Street, pełne różnych niesamowitych rzeczy, ale powstrzymywałam się, żeby nie wydać w nich ani funta! Za to kupiłam sobie dużą porcję lodów pod fontanną, która była właściwie jakby dwoma porcjami, ale było super. I obiad w formie kupy do mikrofalówki smakuje tak jak brzmi, więc się nie dajcie skusić, gdybyście mieli okazję! I zwiedziłam sobie polski sklep i kupiłam herbatkę  Minutkę, całkiem polską i powstrzymałam się od kupienia innych całkiem polskich produktów, bo po co? I zdaję sobie sprawę, że piszę o nudnych rzeczach, ale miałam ochotę...Dziękuję za uwagę:)

wtorek, 14 czerwca 2011

dzień, w którym świeciło słońce

Bo jak słońce świeci to to miasto jest całkiem ładne! I mam widoki na pracę i może tym razem utrzymam się dłużej niż 4 dni...


łąkę pełną maków zabierzesz mnie tam!

poniedziałek, 13 czerwca 2011

...

także to by było na tyle. Jeśli chodzi o pracę... Nie zrobiłam nic źle, nic nie rozbiłam, nie pomyliłam zamówień...Po prostu nie potrafię robić tylu rzeczy naraz. Myślałam że już się z tym pogodziłam, ale jednak nie, więc to no, by było na tyle.

sobota, 11 czerwca 2011

Haa

bo kto dziś przez cały wieczór robił wszystkie przystawki?;> Aha! i kto został pochwalony przez klientów za grzybka i bruschetto? Aha! I kto mimo przepracowanych trzech wieczorów nadal nic nie zbił? Tak to ja! Ale teraz się boję, bo od poniedziałku nie będzie Oskara i nie wiem jak dam rade jednocześnie obsługiwać klientów, robić przystawki i przygotowywać talerze, zmywać naczynia, a w między czasie kroić co trzeba. I w ogóle jak będę zbierać zamówienia i tego typu rzeczy...Trzymajcie kciuki! (jeśli nadal ktoś to czyta:) )

piątek, 10 czerwca 2011

8)

nie jest miłe, gdy ktoś się z Tobą umawia do pracy, Ty rezygnujesz z lunch time'a w innej pracy żeby tam przyjść, w ogóle kupujesz sobie buty i ubranie do tej pracy, przychodzisz na umówioną godzinę i tej osoby nie ma...I to chyba koniec mojej kariery openera.
Ale mam moje Papoli!!! I stwierdziłam dziś, że jak mnie nie wywalą za to jak kroiłam pomidora do bruschetto to mnie już nie wywalą i póki co jest ok. I obsługiwałam dziś klientów i nic nie rozbiłam! Tylko ręce mi się trzęsą. I nadal wiele rzeczy nie wiem jak zrobić i wiele robię źle, ale jak wychodzę stamtąd i idę do domu, to nie mogę przestać się śmiać i uśmiechać! Bo jest tak miło, bo Parvis (pan szef) mnie pyta po 3 razy czy na pewno nie zrobić mi pizzy na koniec i dlaczego i co mam do jedzenia. I chłopaki w kuchni uczą się nawzajem tańczyć lambadę i tego typu rzeczy (chłopaki...jeden mógłby być moim ojcem, a drugi pewnie prawie by mógł, ale nie ważne). I Oskar, ah Oskar...Jaka szkoda, że Oskar ma jutro swój ostatni dzień. Chociaż powinnam się cieszyć, bo mam jego posadę, a poza tym, jeszcze bym się zakochała i byłby problem.
A tak w ogóle, to ciekawostka: potrafię się dogadać z Hindusami, Włochami, Iranijczykami (?), Hiszpanami i kto wie kim jeszcze, ale dziś poznałam Szkota i to było trudne...Co może stanowić problem, jeśli będę musiała przyjmować zamówienia, ale kiedyś się nauczę. To chyba wszystko, tzn na pewno coś jeszcze chciałam napisać, ale już mi się nie chce zastanawiać. Bye;)

czwartek, 9 czerwca 2011

znów dzień pierwszy

...a właściwie pierwsze cztery godziny

nie wywalili mnie jeszcze to raz
oczywiście zrobiłam kilka rzeczy źle, ale nie poważnego, to dwa
moje ręce długo tego nie wytrzymają, to trzy
dostałam pizze specjalnie dla mnie na koniec, to cztery!!!
mam bąbla na wardze bo była gorąca, to pięć
LUBIĘ TO  to 6 :)

i to uczucie gdy wychodzisz z pracy 22.10 i jest jasno! I czy to może być prawda że będzie 4 stopnie w nocy? Jak teraz jest z 10 spokojnie...?

zdjęcia


taki Edynburg jest, a więcej go z mojego obiektywu tu:https://picasaweb.google.com/N.Bigas/Edinburgh
dobrze mieć małpę, bo wszędzie się mieści.
lecę do pracy, mojej pracy, pracy, pracy <3

;>

I'm so excited! And I just can't hide it!
ale 
Well, let's not start suckin' each other's dicks quite yet.

czyli mam pracę, we włoskiej restauracyjce, niedaleko, niesamowici managerowie, fajna robota, milo i czarująco:)
ale liczę się z tym, że mogę spalić chlebek, odciąć sobie palca (i zakrwawić chilli!) albo się potknąć i wywalić obiad na klienta lub coś w tym stylu, więc staram się ostudzić entuzjazm. Ale entuzjazm jeeest:D <3

środa, 8 czerwca 2011

jestem w nowym mieszkaniu i czuje sie dziwnie...nie mam pracy i mam niewiele pieniedzy i jestem daleko od domu i zjebalam dzis rozmowe kwalfikacyjna. Co ja mam robic jak nie plakac?

aj sie dzieje!

I jest tak pieknie i taka wieelka gora i na niej wieelki zamek, no jak w bajce:) I caly ten Princess Garden, a zwlaszcza dzika czesc. I chcialam zrobic WSZYSTKIEMU zdjecia, ale aparat nie podolal, wrzuce te co mam na picasse wieczorem. A toalety miejskie sa bezplatne, a czyste - mozna? mozna! A pogoda mnie rozwala i ze jest zimno i cieplo w tak krotkim okresie czasu, ze prawie na raz! A potem kropi przez godzine, a potem jest slonce gorace, a potem w 2 minuty mozesz przemoknac kompletnie!

No i praca niby jest, w hinduskiej restauracji na stanowisku...Openera? Co drzwi otwiera:) i podaje menu, ale part-time i zobaczymy co sie bedzie dalej dzialo, kolejne interview juz za pare godzin!

A wieczorem sie wyprowadzam stad, do wlasnego pokoju, ktory bedzie tylko moj przez 3 tygodnie, ale i tak spoko. Tylko smierdzi hinduskimi przyprawami, ja w ogole sie zastanawiam czy jestem w Szkocji, czy w jakiejs Indo-Polsce! Ale jest ok. Zaczyna sie przejasniac...

poniedziałek, 6 czerwca 2011

aww

jakie tu sa sklepy! Bo dopiero ogarnelam gdzie trzeba pojsc, zeby w sklepach byla Diana F+ i Fisheye i Holga i Sampler i jaki bys nie chcial lomo aparat i rzeczy rodem z soupa.io, plyty winylowe kazdego z moich ulubionych zespolow oraz wiele innych cudów! Ktorych nigdy nie kupie, bo nigdy mnie nie bedzie stac! Jak nigdy nie znajde pracy, mimo ze pan z glowa pomalowana w panterke mi powiedzial gdzie isc szukac, a pan Wloch to w ogole sie we mnie zakochal, ale ja nie wiem czy on w koncu chcial moje CV w celach zawodowych, czy chcial moj numer, czy sobie jaja robil ze chcial moj numer...I jak do piatku nikt nie zadzwoni to bede plakac. Zwlaszcze ze byc moze jutro sie wyprowadze...

pare zdjec

fioletowy krzak o_O

budka <3

kawalek 

Gotta get down on Friday!


kosciol, jaki ladny!
c'nie?

Jadlam cheesburgera przechodzac przez Queen Street, wiec wiem co to lunch u Krolowej, dziwko!

Dziwne miasto z przerosnietymi mewami latajacymi wszedzie w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia...To prawie tak jak ja szukam pracy, tylk ze nie jestem przerosnieta.
Pewnego dnia ja znajde!

sobota, 4 czerwca 2011

dzien nr 3

tlo dzwiekowe

Wiem, ze 3 dni to malo i ze 3 obejrzane pokoje to malo i ze 20 CV to malo...Ale mi przykro, ze nic sie nadal nie dzieje. Nawet jak pojde do Morrisona kupic sobie 6 nalesnikow i 4 jogurty. I nawet mimo wczorajszego uroczego grilla i zeberek i cydra. Bo dlaczego wczoraj bylo 23, a dzis jest 11 stopni? I dlaczego wszyskie pokoje wynajmuja brudni Hindusi? I tak dalej...

piątek, 3 czerwca 2011

2.

nie bedzie zdjecia bo mi sie nie chce ruszyc po aparat. Przyszlam z miasta na piechote, przypadkowo (po czesci). To troche kawalek, ale autobus nr 27 mnie nie lubi...20 sztuk cv poszlo w Edynboro i oby ktos oddzwonil...Chce zamieszkac w sklepie Cath Kidson!! (http://www.cathkidston.co.uk) i chyba znow jestem dobrej mysli (;

czwartek, 2 czerwca 2011

Ahoj!

Szkockie truskawy! Mialo byc na otwarcie zdjecie z samolotu, ale troszke nie wyszly. Moze dlatego, ze bylo ciemno, a szkoda bo bym wam pokazala jak pieknie przecinalam chmury i jakie widzialam mnostwo malych swiatelek albo naraz mnostwo malych swiatelek i morze! I siedzenie przy wyjsciu ewakuacyjnym nie jest fajne, mimo ze mozesz uratowac samolot w razie czego, ale skrzydlo zaslania widok...Ale ja wolalam zostac bohaterem! I latanie jest fajne, ale ja to wiedzialam, bo jedyne czego sie balam to ze moja walizka bedzie za ciezka i bede musiala wyrzucic kotlety mielone, ale jej nie wazyli. I to ze mialam na sobie 3 bluzki i bluze i kurtke i szalik i ze dwa kilo w kurtce to wcale nie bylo takie zle;) Przepraszam ze nie mam polskich znakow, bede miala jak tylko sie stad wyprowadze i uruchomie wlasnego laptopa. Widzialam kawaleczek Edynburga, ale chyba juz go kocham. Tak mi sie wydaje. A w ogole, wiecie ze jak sie zalogowalam stad na facebooka to sprawdzal czy jestem mna i musialam identyfikowac zdjecia moich znajomych? Glupie! To tyle chyba, pozrowjenija!