piątek, 10 czerwca 2011

8)

nie jest miłe, gdy ktoś się z Tobą umawia do pracy, Ty rezygnujesz z lunch time'a w innej pracy żeby tam przyjść, w ogóle kupujesz sobie buty i ubranie do tej pracy, przychodzisz na umówioną godzinę i tej osoby nie ma...I to chyba koniec mojej kariery openera.
Ale mam moje Papoli!!! I stwierdziłam dziś, że jak mnie nie wywalą za to jak kroiłam pomidora do bruschetto to mnie już nie wywalą i póki co jest ok. I obsługiwałam dziś klientów i nic nie rozbiłam! Tylko ręce mi się trzęsą. I nadal wiele rzeczy nie wiem jak zrobić i wiele robię źle, ale jak wychodzę stamtąd i idę do domu, to nie mogę przestać się śmiać i uśmiechać! Bo jest tak miło, bo Parvis (pan szef) mnie pyta po 3 razy czy na pewno nie zrobić mi pizzy na koniec i dlaczego i co mam do jedzenia. I chłopaki w kuchni uczą się nawzajem tańczyć lambadę i tego typu rzeczy (chłopaki...jeden mógłby być moim ojcem, a drugi pewnie prawie by mógł, ale nie ważne). I Oskar, ah Oskar...Jaka szkoda, że Oskar ma jutro swój ostatni dzień. Chociaż powinnam się cieszyć, bo mam jego posadę, a poza tym, jeszcze bym się zakochała i byłby problem.
A tak w ogóle, to ciekawostka: potrafię się dogadać z Hindusami, Włochami, Iranijczykami (?), Hiszpanami i kto wie kim jeszcze, ale dziś poznałam Szkota i to było trudne...Co może stanowić problem, jeśli będę musiała przyjmować zamówienia, ale kiedyś się nauczę. To chyba wszystko, tzn na pewno coś jeszcze chciałam napisać, ale już mi się nie chce zastanawiać. Bye;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz