środa, 15 czerwca 2011

dzień, w którym mi się nie chciało

...kompletnie nic robić, tzn z rana jeszcze były plany, że zrobię pranie i poodkurzam pokój, ale że ktoś używał pralki, to plany legły w gruzach. Ale potem poszłam do centrum i spacerowałam sobie i się obijałam, zamiast szukać pracy, bo już nie wiem gdzie i bo liczę że mi się uda jutro...I znów zwiedzałam sklepy na Victoria Street, pełne różnych niesamowitych rzeczy, ale powstrzymywałam się, żeby nie wydać w nich ani funta! Za to kupiłam sobie dużą porcję lodów pod fontanną, która była właściwie jakby dwoma porcjami, ale było super. I obiad w formie kupy do mikrofalówki smakuje tak jak brzmi, więc się nie dajcie skusić, gdybyście mieli okazję! I zwiedziłam sobie polski sklep i kupiłam herbatkę  Minutkę, całkiem polską i powstrzymałam się od kupienia innych całkiem polskich produktów, bo po co? I zdaję sobie sprawę, że piszę o nudnych rzeczach, ale miałam ochotę...Dziękuję za uwagę:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz