czwartek, 16 czerwca 2011

dzień, w którym poszłam do nowej pracy

...w dużej restauracji Indyjskiej, dostałam pracę na 3 wieczory w tygodniu. Chyba będę stała na barze, dziś głównie myłam szklanki, parę razy nalewałam cole lub piwo. Ogólnie mam wrażenie, że kolejna praca na trochę, ale może będzie ok. Moi koledzy to sami hindusi, śmieszna sprawa, to że musiałam coś rozkminić, żeby ich zapamiętać, bo z nimi trochę tak jak z chińczykami, nie żebym była rasistką, ale dla mnie oni wszyscy wyglądają tak samo. Więc stwierdziłam, że będę im nadawać przezwiska, które mi pomogą jakoś ich skojarzyć. I tak pracuję z Wołem, Europejczykiem, Karakanem, Małpeczką, Aramazdem i Niggą. Potem wystarczy tylko skojarzyć imię z pseudonimem i łatwo zapamiętać! Ale ogólnie praca za barem i patrzenie na nalewanie chłodnych napojów, dodawanie lodu i limonki lub pomarańczy sprawiła że mało nie oszalałam z pragnienia, a po wyjściu prawie że pobiegłam do sklepu nocnego i się rzuciłam na lodówkę i kupiłam colę, colę wiśniową i piwo imbirowe. Chyba rację miał ten, który mówił, że lepiej nie publikować bloga, bo potem się niektóre rzeczy, które chce zapisać uznaje za błahe i się pisze nudne rzeczy. Ale nie ważne, kończę moje piwo (bezalkoholowe btw), oglądam 58 odcinek Przyjaciół i idę spać;)

1 komentarz:

  1. Ale to tak żeby po całym dniu nalewania nie pozwolili Ci się nawet za darmo piwa albo coli napić? Jakieś mendy z tych ciapków. Mnie szef sam proponował piwo jak pracowałem w barze. ;)

    OdpowiedzUsuń