wtorek, 28 czerwca 2011

poniedziałek, 27 czerwca 2011

czwarty poniedziałek

lekarstwo na deszcz: nutella, koc, soup i Muminki :3

albo będę miała robotę w hotelu na dniach, albo wracam;)

sobota, 25 czerwca 2011

bilans

ciastka z malinami, białą czekoladą i pistacjami na plus
miasto też na plus
praca na minus

chcę wracać

czwartek, 23 czerwca 2011

wszystko ch...

zupełnie się nie zgadzam, żeby działo się tak, jak się dzieje. Niech ktoś odwróci ten świat, potrząśnie nim, cokolwiek! niech ktoś cofnie czas, albo zablokuje mi myślenie...

wtorek, 21 czerwca 2011

dzień, w którym ZNÓW zamulam

Ulice ślinią się, przed momentem spadł deszcz
Warto się przejechać chociaż nie ma, nie ma gdzie



I dlatego tak lubię T.Love ostatnio! I nadal szukam i nadal nie znajduję i nie wiem co ze sobą zrobić i pogoda mnie dobija i staram się znaleźć pozytywne strony, ja naprawdę się staram myśleć pozytywnie!


Dzień dobry maleńka, jak Ci na imię? Zgubiłaś się w tym tłumie...








A Lublin nie wygrał, bo mnie tam nie było :( 

sobota, 18 czerwca 2011

kolejny

dzień, w którym się wiele nie zdarzyło. I byłam w pracy tylko przez 2 godziny. Ale dostałam jedzenie na wynos! Ale nie było dobre, tzn takie przeciętnie dobre. Jakieś kokosowe curry z kurczaka z pitą. I zaczynam się dogadywać z chłopakami w pracy. I właściwie nie jest mi tam tak źle, tylko mało godzin...I pada dziś cały dzień, a Vintage Shop najpierw się ogłasza, że poszukują kogoś do pracy, a potem mówią że wcale nie o_O
ale są tacy ludzie, którzy ze mną rozmawiają i mnie wspierają i dzięki którym wiem, że wszystko ma sens i że mam gdzie wracać i to mi dodaje sił!

piątek, 17 czerwca 2011

ciąg dalszy

...tegoż samego dnia stwierdziłam, że nie lubię mojej pracy w Omar Cośtam, bo nikt mi tam nie zrobił jakiegoś przeszkolenia, ani nic, a poza tym nie mam tam co robić, myję szklanki, czasem nalewam piwo/colę, czasem zanoszę coś do stolików, zwykle mylę stoliki...Plus muszę nosić wiszącą na mnie czerwoną koszulkę polo, jak z Mc Donalda i wcale nie mam ładnego fartuszka, tylko taki o.  Poza tym dziś byłam tylko trzy godziny. Poza tym nie rozumiem co oni mówią, moi koledzy z pracy. Poza tym nie dostaję tam nic do jedzenia. Poza tym nie wiem ile zarabiam. Poza tym cały czas leci muzyka jak z bollywoodu i potem mi chodzi po głowie. Ale i tak to moja jedyna praca, więc muszę ją szanować i się z niej cieszyć...I szukać innej!

dzień, w którym stwierdziłam

...że jak do następnego piątku nie będę miała pracy na 40 godzin tygodniowo, to wracam.

czwartek, 16 czerwca 2011

dzień, w którym poszłam do nowej pracy

...w dużej restauracji Indyjskiej, dostałam pracę na 3 wieczory w tygodniu. Chyba będę stała na barze, dziś głównie myłam szklanki, parę razy nalewałam cole lub piwo. Ogólnie mam wrażenie, że kolejna praca na trochę, ale może będzie ok. Moi koledzy to sami hindusi, śmieszna sprawa, to że musiałam coś rozkminić, żeby ich zapamiętać, bo z nimi trochę tak jak z chińczykami, nie żebym była rasistką, ale dla mnie oni wszyscy wyglądają tak samo. Więc stwierdziłam, że będę im nadawać przezwiska, które mi pomogą jakoś ich skojarzyć. I tak pracuję z Wołem, Europejczykiem, Karakanem, Małpeczką, Aramazdem i Niggą. Potem wystarczy tylko skojarzyć imię z pseudonimem i łatwo zapamiętać! Ale ogólnie praca za barem i patrzenie na nalewanie chłodnych napojów, dodawanie lodu i limonki lub pomarańczy sprawiła że mało nie oszalałam z pragnienia, a po wyjściu prawie że pobiegłam do sklepu nocnego i się rzuciłam na lodówkę i kupiłam colę, colę wiśniową i piwo imbirowe. Chyba rację miał ten, który mówił, że lepiej nie publikować bloga, bo potem się niektóre rzeczy, które chce zapisać uznaje za błahe i się pisze nudne rzeczy. Ale nie ważne, kończę moje piwo (bezalkoholowe btw), oglądam 58 odcinek Przyjaciół i idę spać;)

środa, 15 czerwca 2011

dzień, w którym mi się nie chciało

...kompletnie nic robić, tzn z rana jeszcze były plany, że zrobię pranie i poodkurzam pokój, ale że ktoś używał pralki, to plany legły w gruzach. Ale potem poszłam do centrum i spacerowałam sobie i się obijałam, zamiast szukać pracy, bo już nie wiem gdzie i bo liczę że mi się uda jutro...I znów zwiedzałam sklepy na Victoria Street, pełne różnych niesamowitych rzeczy, ale powstrzymywałam się, żeby nie wydać w nich ani funta! Za to kupiłam sobie dużą porcję lodów pod fontanną, która była właściwie jakby dwoma porcjami, ale było super. I obiad w formie kupy do mikrofalówki smakuje tak jak brzmi, więc się nie dajcie skusić, gdybyście mieli okazję! I zwiedziłam sobie polski sklep i kupiłam herbatkę  Minutkę, całkiem polską i powstrzymałam się od kupienia innych całkiem polskich produktów, bo po co? I zdaję sobie sprawę, że piszę o nudnych rzeczach, ale miałam ochotę...Dziękuję za uwagę:)

wtorek, 14 czerwca 2011

dzień, w którym świeciło słońce

Bo jak słońce świeci to to miasto jest całkiem ładne! I mam widoki na pracę i może tym razem utrzymam się dłużej niż 4 dni...


łąkę pełną maków zabierzesz mnie tam!

poniedziałek, 13 czerwca 2011

...

także to by było na tyle. Jeśli chodzi o pracę... Nie zrobiłam nic źle, nic nie rozbiłam, nie pomyliłam zamówień...Po prostu nie potrafię robić tylu rzeczy naraz. Myślałam że już się z tym pogodziłam, ale jednak nie, więc to no, by było na tyle.

sobota, 11 czerwca 2011

Haa

bo kto dziś przez cały wieczór robił wszystkie przystawki?;> Aha! i kto został pochwalony przez klientów za grzybka i bruschetto? Aha! I kto mimo przepracowanych trzech wieczorów nadal nic nie zbił? Tak to ja! Ale teraz się boję, bo od poniedziałku nie będzie Oskara i nie wiem jak dam rade jednocześnie obsługiwać klientów, robić przystawki i przygotowywać talerze, zmywać naczynia, a w między czasie kroić co trzeba. I w ogóle jak będę zbierać zamówienia i tego typu rzeczy...Trzymajcie kciuki! (jeśli nadal ktoś to czyta:) )

piątek, 10 czerwca 2011

8)

nie jest miłe, gdy ktoś się z Tobą umawia do pracy, Ty rezygnujesz z lunch time'a w innej pracy żeby tam przyjść, w ogóle kupujesz sobie buty i ubranie do tej pracy, przychodzisz na umówioną godzinę i tej osoby nie ma...I to chyba koniec mojej kariery openera.
Ale mam moje Papoli!!! I stwierdziłam dziś, że jak mnie nie wywalą za to jak kroiłam pomidora do bruschetto to mnie już nie wywalą i póki co jest ok. I obsługiwałam dziś klientów i nic nie rozbiłam! Tylko ręce mi się trzęsą. I nadal wiele rzeczy nie wiem jak zrobić i wiele robię źle, ale jak wychodzę stamtąd i idę do domu, to nie mogę przestać się śmiać i uśmiechać! Bo jest tak miło, bo Parvis (pan szef) mnie pyta po 3 razy czy na pewno nie zrobić mi pizzy na koniec i dlaczego i co mam do jedzenia. I chłopaki w kuchni uczą się nawzajem tańczyć lambadę i tego typu rzeczy (chłopaki...jeden mógłby być moim ojcem, a drugi pewnie prawie by mógł, ale nie ważne). I Oskar, ah Oskar...Jaka szkoda, że Oskar ma jutro swój ostatni dzień. Chociaż powinnam się cieszyć, bo mam jego posadę, a poza tym, jeszcze bym się zakochała i byłby problem.
A tak w ogóle, to ciekawostka: potrafię się dogadać z Hindusami, Włochami, Iranijczykami (?), Hiszpanami i kto wie kim jeszcze, ale dziś poznałam Szkota i to było trudne...Co może stanowić problem, jeśli będę musiała przyjmować zamówienia, ale kiedyś się nauczę. To chyba wszystko, tzn na pewno coś jeszcze chciałam napisać, ale już mi się nie chce zastanawiać. Bye;)

czwartek, 9 czerwca 2011

znów dzień pierwszy

...a właściwie pierwsze cztery godziny

nie wywalili mnie jeszcze to raz
oczywiście zrobiłam kilka rzeczy źle, ale nie poważnego, to dwa
moje ręce długo tego nie wytrzymają, to trzy
dostałam pizze specjalnie dla mnie na koniec, to cztery!!!
mam bąbla na wardze bo była gorąca, to pięć
LUBIĘ TO  to 6 :)

i to uczucie gdy wychodzisz z pracy 22.10 i jest jasno! I czy to może być prawda że będzie 4 stopnie w nocy? Jak teraz jest z 10 spokojnie...?

zdjęcia


taki Edynburg jest, a więcej go z mojego obiektywu tu:https://picasaweb.google.com/N.Bigas/Edinburgh
dobrze mieć małpę, bo wszędzie się mieści.
lecę do pracy, mojej pracy, pracy, pracy <3

;>

I'm so excited! And I just can't hide it!
ale 
Well, let's not start suckin' each other's dicks quite yet.

czyli mam pracę, we włoskiej restauracyjce, niedaleko, niesamowici managerowie, fajna robota, milo i czarująco:)
ale liczę się z tym, że mogę spalić chlebek, odciąć sobie palca (i zakrwawić chilli!) albo się potknąć i wywalić obiad na klienta lub coś w tym stylu, więc staram się ostudzić entuzjazm. Ale entuzjazm jeeest:D <3

środa, 8 czerwca 2011

jestem w nowym mieszkaniu i czuje sie dziwnie...nie mam pracy i mam niewiele pieniedzy i jestem daleko od domu i zjebalam dzis rozmowe kwalfikacyjna. Co ja mam robic jak nie plakac?

aj sie dzieje!

I jest tak pieknie i taka wieelka gora i na niej wieelki zamek, no jak w bajce:) I caly ten Princess Garden, a zwlaszcza dzika czesc. I chcialam zrobic WSZYSTKIEMU zdjecia, ale aparat nie podolal, wrzuce te co mam na picasse wieczorem. A toalety miejskie sa bezplatne, a czyste - mozna? mozna! A pogoda mnie rozwala i ze jest zimno i cieplo w tak krotkim okresie czasu, ze prawie na raz! A potem kropi przez godzine, a potem jest slonce gorace, a potem w 2 minuty mozesz przemoknac kompletnie!

No i praca niby jest, w hinduskiej restauracji na stanowisku...Openera? Co drzwi otwiera:) i podaje menu, ale part-time i zobaczymy co sie bedzie dalej dzialo, kolejne interview juz za pare godzin!

A wieczorem sie wyprowadzam stad, do wlasnego pokoju, ktory bedzie tylko moj przez 3 tygodnie, ale i tak spoko. Tylko smierdzi hinduskimi przyprawami, ja w ogole sie zastanawiam czy jestem w Szkocji, czy w jakiejs Indo-Polsce! Ale jest ok. Zaczyna sie przejasniac...

poniedziałek, 6 czerwca 2011

aww

jakie tu sa sklepy! Bo dopiero ogarnelam gdzie trzeba pojsc, zeby w sklepach byla Diana F+ i Fisheye i Holga i Sampler i jaki bys nie chcial lomo aparat i rzeczy rodem z soupa.io, plyty winylowe kazdego z moich ulubionych zespolow oraz wiele innych cudów! Ktorych nigdy nie kupie, bo nigdy mnie nie bedzie stac! Jak nigdy nie znajde pracy, mimo ze pan z glowa pomalowana w panterke mi powiedzial gdzie isc szukac, a pan Wloch to w ogole sie we mnie zakochal, ale ja nie wiem czy on w koncu chcial moje CV w celach zawodowych, czy chcial moj numer, czy sobie jaja robil ze chcial moj numer...I jak do piatku nikt nie zadzwoni to bede plakac. Zwlaszcze ze byc moze jutro sie wyprowadze...

pare zdjec

fioletowy krzak o_O

budka <3

kawalek 

Gotta get down on Friday!


kosciol, jaki ladny!
c'nie?

Jadlam cheesburgera przechodzac przez Queen Street, wiec wiem co to lunch u Krolowej, dziwko!

Dziwne miasto z przerosnietymi mewami latajacymi wszedzie w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia...To prawie tak jak ja szukam pracy, tylk ze nie jestem przerosnieta.
Pewnego dnia ja znajde!

sobota, 4 czerwca 2011

dzien nr 3

tlo dzwiekowe

Wiem, ze 3 dni to malo i ze 3 obejrzane pokoje to malo i ze 20 CV to malo...Ale mi przykro, ze nic sie nadal nie dzieje. Nawet jak pojde do Morrisona kupic sobie 6 nalesnikow i 4 jogurty. I nawet mimo wczorajszego uroczego grilla i zeberek i cydra. Bo dlaczego wczoraj bylo 23, a dzis jest 11 stopni? I dlaczego wszyskie pokoje wynajmuja brudni Hindusi? I tak dalej...

piątek, 3 czerwca 2011

2.

nie bedzie zdjecia bo mi sie nie chce ruszyc po aparat. Przyszlam z miasta na piechote, przypadkowo (po czesci). To troche kawalek, ale autobus nr 27 mnie nie lubi...20 sztuk cv poszlo w Edynboro i oby ktos oddzwonil...Chce zamieszkac w sklepie Cath Kidson!! (http://www.cathkidston.co.uk) i chyba znow jestem dobrej mysli (;

czwartek, 2 czerwca 2011

Ahoj!

Szkockie truskawy! Mialo byc na otwarcie zdjecie z samolotu, ale troszke nie wyszly. Moze dlatego, ze bylo ciemno, a szkoda bo bym wam pokazala jak pieknie przecinalam chmury i jakie widzialam mnostwo malych swiatelek albo naraz mnostwo malych swiatelek i morze! I siedzenie przy wyjsciu ewakuacyjnym nie jest fajne, mimo ze mozesz uratowac samolot w razie czego, ale skrzydlo zaslania widok...Ale ja wolalam zostac bohaterem! I latanie jest fajne, ale ja to wiedzialam, bo jedyne czego sie balam to ze moja walizka bedzie za ciezka i bede musiala wyrzucic kotlety mielone, ale jej nie wazyli. I to ze mialam na sobie 3 bluzki i bluze i kurtke i szalik i ze dwa kilo w kurtce to wcale nie bylo takie zle;) Przepraszam ze nie mam polskich znakow, bede miala jak tylko sie stad wyprowadze i uruchomie wlasnego laptopa. Widzialam kawaleczek Edynburga, ale chyba juz go kocham. Tak mi sie wydaje. A w ogole, wiecie ze jak sie zalogowalam stad na facebooka to sprawdzal czy jestem mna i musialam identyfikowac zdjecia moich znajomych? Glupie! To tyle chyba, pozrowjenija!