i alexander! i : Wiem potrzebujesz tego czego ja
Nigdy mogę Ci nie dać
Nie dlatego, że nie chcę Ci dać
A dlatego, że sam tego nie mam
i zauważyłam, że jakbym nie siedziała tyle na soupie, to bym tak nie rozmyślała, nie analizowała, nie katowała się określaniem na różny sposób tego co się dzieje. I prawdopodobnie nie zaczęła słuchać Myslovitz znów po 4 czy tam 5 latach. Ale dobrze mi tak jest. Tylko kocham Muchy tak, że boli, z tęsknoty i zazdrości, ale z tym sobie zawsze jakoś radzę...
Zastanawia mnie, dlaczego nawet Zima omija nas w tym roku szerokim łukiem, nie chce mieć nic wspólnego z tymi regionami. Woli sobie posiedzieć u tych finów, z tą ich alergią na laktozę, u norwegów co jedzą tłuste ryby i renifery. A tu jest ciągle szaro, aż to przestaje psuć człowiekowi humor, niech sobie szarzeje, czemu nie. Ale wymarzło by się porządnie, a potem już tylko to ciapate przedwiośnie, szyby zimne od wieczorów, roztapiający się brudny śnieg. Ten marzec, kiedy niby jeszcze piździ jak zawsze, ale dni już coraz dłuższe, aż w końcu wychodzisz pierwszy raz na zewnątrz w trampkach i masz wrażenie, że kostka chodnikowa jest z pianki jakiejś elastycznej i jest tak lekko i chce Ci się skakać! I wtedy można przykatować nałogowo Muchy, Myslovitz, Bruno Schuzla...bo czasem po co alternatywnie, jak tak jest najlepiej? I Watchdocs, a potem jak po przystanku na Narutowicza przy bibliotece widać jak idzie wiosna, po tej kamienicy z zegarmistrzem, bo jeszcze o 18 oświtetlona. I odbicia latarni w kałużach przy nocnych powrotach, ach jak tu lirycznie, ach jak patetycznie! A chodzi o to, że boję się wiosny w Dęblinie i mam dość tego zadupia, o.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz