piątek, 29 czerwca 2012

No light no light



500 days of Summer i dlaczego ten film jest najlepszy?
Bo mimo swojej kiczowatości jest jakiś taki...szczery! I omija schemat "nie lubimy się, potem się zakochujemy, potem się kłócimy, ale na końcu się wszystko wyjaśnia i jest ślicznie".
I nie ma głupiego zakończenia w stylu, wszystko się spieprzyło, ale nagle on do niej przychodzi i przynosi jej hotdoga z podwójną musztardą, bo ona zawsze je z podwójną i to już jest powód, żeby wszystko wróciło do normy, pobierzmy się i miejmy mnóstwo dzieci, bo on zapamiętał, że ona lubi musztardę!
A w Pięciuset jest dość autentycznie, było uroczo, ktoś się zakochał, ale ktoś był  soo complicated i wszystko poszło...A co lepsze, wcale nie skończył się świat. Bo po prostu, some aren't meant to be together. Wszystko. 

A mi najlepiej idzie odrzucanie ofert pracy:D I postanowione zostało, że jadę do Warszawy szukać szczęścia!



Let it all wash out in the rain

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz